Strona 1 z 6

Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 12 września 2011, 14:34
autor: wojtas
Planuję szybki przelot do Chorwacji w ten weekend. Wyjazd w piątek powrót w niedzielę. Jak widać po terminach plan zakłada w znakomitej większości jazdę. Gdyby ktoś reflektował zapraszam.

pzdr

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 14 września 2011, 20:31
autor: NyNeK
Jestem bardzo ciekawy jaka daleką trasę jest w stanie wymyślić kolega Wojtas na wypadzik weekendowy.
Ta Chorwacja mnie już trochę rozłożyła ha ha
Ale myślę, że np Turcja i Stambuł jest spokojnie w Twoim zasięgu :)
Jesteś prze kozak.
Pozdrawiam i miłego nawijania chorwackich kilometrów.

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 15 września 2011, 21:21
autor: wojtas
No to ruszam o 6.00. Zapowiada się piękna pogoda w weekend nad Adriatykiem - troszkę pośmigam po magistrali.

pzdr

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 15 września 2011, 22:49
autor: grzesiek
Powodzenia , nie zapominaj :foto:

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 18 września 2011, 20:21
autor: wojtas
Wróciłem, w ciągu tygodnia skrobnę parę słów i wrzucę kilka fotek.


pzdr

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 22 września 2011, 20:09
autor: wojtas
Trasa:
http://g.co/maps/6gr6h

Dzień 1.
Pobudka 5.00. Plan na dziś to sprawny przelot do Chorwacji. Trasa Kraków – Chyżne – Budapeszt – Balaton – Zagrzeb – Senj. W sumie do przejechania około 950 km.
Pobudka wcześnie ponieważ założyłem, że bez napinki będę potrzebował max. 12 godzin na pokonanie drogi. Godzinę trwało podprowadzenie sprzętu z parkingu i objuczenie. W siodle byłem 6.00 z minutami. Navi pokazuje 11 godzin z małym hakiem – jest ok. Pogoda zapowiada się dobrze – czyste niebo, około 15 stopni. Lecę Zakopianką w stronę Chyżnego. Przed granicą pojawia się mgła, myślę sobie – za chwilę się podniesie – niestety sromotnie się myliłem. Mgła utrzymywała się bez mała do Bańskiej Bystrzycy. Sakramencki ziąb, nic nie widać, z każdej strony skrapla się woda – zatrzymuję się gdzieś po drodze i ubieram wszystko co mam pod ręką. Całkiem przyjemnie robi się dopiero przed granicą z Węgrami. Zatrzymuję się co tankowanie więc jest to mój pierwszy dłuższy stop – jakieś 2 kilometry do granicy.
Lecę w stronę Budapesztu, małe zamotanie przed miastem ale w końcu łapię kierunek, przejeżdżam przez centrum i wskakuje na autostradę – taka droga będzie mi towarzyszyć praktycznie do końca. Ruch bardzo, bardzo mały po minięciu Budapesztu. Mijając Balaton podziwiam z daleka widoki. Na którymś z wielu wiaduktów widzę policję robiącą zdjęcia – mam nadzieję że od tyłu nie cykali. Ale spoko, lecę bez pośpiechu – 120-160.
Dojeżdżam do granicy, tutaj mała kolejeczka, klimat się mocno ociepla – 26-28 stopni, maszyna na postoju łapie górne granice temperatury. Kiedy podszedł do mnie policjant i wskazał na okienko rzucając „policija” pomyślałem – jednak cykali od tyłu. Na szczęście moje obawy nie potwierdziły się – popatrzyli w mój świeżutki paszport (odebrałem go dzień wcześniej), przybili pieczęć i wjechałem do Chorwacji. Mam dobry czas, lecę spokojnie – dalej od tankowania do tankowania. Po minięciu Zagrzebia rozluźniam się maksymalnie – prędkość do 120 km. 25 km przed Senj zjeżdżam z autostrady. Dolot do miasteczka pięknymi górskimi serpentynami. Wjeżdżam do miasta, piękna pogoda, wysoka temperatura, kieruję się na camping zlokalizowany dokładnie w Sibinj tuż obok Senj. Wjeżdżam na pole – małe zaskoczenie, prawie full ale spoko, zmieszczę się. Cena 21 euro za dwa dni. Czas przejazdu – 12 godzin, pokonane 960 km.
Rozbijam domek, zrzucam graty, idę na browarka. Siedząc tuż nad morzem, wciągam dwa kufelki Karlovacko – w zaistniałych okolicznościach przyrody – niebo w gębie. Kładę się koło 21.30. Jutro przewidziane latanie wzdłuż Adriatyku drogą nr 8 czyli Magistralą Adriatycką.

Dzień 2.
Plan na dziś to śmiganie po magistrali. Pobudka koło 8.00. Piękne błękitne niebo i promienie słońca wyłaniające się powoli zza gór. Zabieram jedynie tankbaga żeby mieś miejsce na napoje i jakiś prowiant – zakładam powrót późnym popołudniem.
Ruszam koło 9.00 i już po kilkuset metrach wzdłuż Adriatyku wiem dlaczego tu przyjechałem – po prostu idealne warunki do jazdy motocyklem. No może jedyny mankamencik to wysoka temperatura, ale kiedy się nie zatrzymujesz (a ja mam właśnie taki plan) jest ok – przyjemne wietrzyk chłodzi.
Założyłem dojechać gdzieś w okolice Splitu. Jednak po minięciu Zadaru, jadąc średnio interesującymi okolicami w porównaniu do odcinka Senj – Starigrad, decyduję się na powrót i dodatkowe dokręcenie paru kilometrów w okolicach Karlobagu po pięknych, górskich serpentynach. Droga generalnie lux, praktycznie brak prostych odcinków, oswoiłem się już z zapierającymi dech w piersiach widokami więc nie mam już problemu z koncentracją. Prędkości od 40 w mocnych wirażach do 120 w łagodniejszych łukach, nie doginam – delektuję się raczej przyjemną podróżą.
W Karlobagu odbijam w górę. Piękne widoki na morze, zajefajne odcinki specjalne. Na którymś z wielu tarasów widokowych zatrzymuję się celem skonsumowania obiadku. Podziwiam przy okazji malownicze krajobrazy. Kończę posiłek i wracam – stąd mam jeszcze jakieś 70 km do bazy, gdzieś za godzinę będę na miejscu.
Na pole docieram około 15.00. Dzisiaj nawinięte około 360 km. Pogoda lux, słońce w pełni więc zrzucam szmaty i pakuję się do wody – bajka. Niestety nie zabrałem maski do nurkowania. Jest tylko jeden mały problem – bar z nie wyjaśnionych przyczyn zamknięty. Po kąpieli i chwili oczekiwania nie wytrzymuję – wsiadam jak stoję na moto – szorty, koszulka, kask i ruszam do Senj po browar – oczywiście w tempie plażowym – 50 km/h. Nie chciało mi się już wbijać w ubranie. Na stacji kupuję 4 browary i wracam, aby w spokoju sączyć napój chmielowy spacerując po plaży, zażywając kąpieli i relaksując się. Trzeba troszkę odpocząć – jutro jakieś 1100 km do pokonania.
Dokonuję wieczorkiem pakowania wstępnego tak aby na poranek zostało jak najmniej. Zalegam do snu około 21.30.

Dzień 3.
Pobudka o 5.00. Pakowanie, juczenie sprzęta i zwijanie domku trwało ponad godzinę. Jak wyszedłem z namiotu o 5.00 to miałem wrażenie że jest środek nocy – piękne niebo, jasny księżyc i miliony gwiazd. Na całe szczęście po godzinie zaczyna się przejaśniać. Ruszam w kierunku Rijeki wzdłuż morza. Przede mną około 70 km do Rijeki a dalej na Ljubljanę, Maribor dalej Graz, Wiedeń, Bratysława i Cieszyn.
Wyjeżdżając z Rijeki widzę na słupach przy autostradzie 21-22 stopnie. Po przejechaniu kilku kilometrów w stronę granicy ze Słowenią w mgnieniu oka temperatura spada do 11 stopni. Kapituluję – zatrzymuję się na autostradzie i ubieram wszystko co mam pod ręką. Na szczęście ruch jest minimalny. Po przejechaniu granicy ze Słowenią wjeżdżam znowu w gęstą mgłę – powtórka ze Słowacji. Na szczęście mgła się szybko podnosi i pojawia się piękne słoneczko. Okolice całkiem przyjemne – okolice malownicze, górskie, drogi kręte, asfalt lux. Nie byłem jeszcze w Słowenii – jest bardzo przyjemnie.
Przed Ljubljaną wjeżdżam na autostradę – zajdę z niej dopiero za Bratysławą. Autostrady dobrej klasy, ruch średni.
Jadę cały czas od tankowania do tankowania. Dłuższy postój urządzam sobie w Bratysławie. Pogoda stała, słoneczna, ciepło. Lecę raczej nie śpiesznie. Po wjeździe do Słowacji jadę wręcz wolno – nie chcę się spotkać z władzą na drodze.
Tak sobie jechałem turystycznie, że przed Cieszynem zauważyłem, że mam już nawinięte 290 km od ostatniego postoju więc zobaczymy na ile jeszcze starczy etyliny. Tym sposobem zatrzymałem się przed Pszczyną po przejechaniu 330 km bez postoju.
Ostatnia mila z większą prędkością, żeby się trochę rozbudzić i nie stracić czujności. Parkuje moto na parkingu około 19.00. Za mną dzisiaj około 1070 km.

Podsumowując:
Długość wyjazdu – 61 godzin
Czas spędzony w siodle – około 30 godzin
Liczba pokonanych kilometrów – 2380 km
Zużyte paliwo – 120 litrów
Średnie spalanie – 5,04 l/100km
Opłaty drogowe:
 Winieta Węgry – 3 euro
 Winieta Austria – 4,50 euro
 Winieta Słowenia – 7,50 euro
 Autostrady Chorwacja – około 10 euro
Koszty łącznie – około 1100 złotych (z czego około 800 złotych)

Parę fotek:
https://picasaweb.google.com/1145545457 ... u7as-NGcFA#


pzdr

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 22 września 2011, 20:58
autor: Maciek1994r
Gratulacje. Trasa i przejechane kilometry zrobiły na mnie duże wrażenie :D Super zdjęcia i relacja.
Pozdrawiam.

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 22 września 2011, 21:25
autor: slow
Naprawdę niesamowity wypad weekendowy :) Wielki :respekt: da Ciebie!
Zastanawiam się gdzie się wybierzesz jak będziesz miał wolny tydzień :D

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 22 września 2011, 23:14
autor: Martyna
Wojtas jesteś szalony, mówię Ci! :respekt:
Gdzie jedziesz w następny weekend? Rumunia, Norwegia, Egipt? ;) Pojechałabym z Tobą, ale jestem zbyt wielkim cieniasem niestety :P. W każdym bądź razie cieszę się, że weekend udany :)

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 22 września 2011, 23:59
autor: leon
Fajny pomysł, fajna trasa, fajny opis i fajne zdjęcia. :respekt: Wariat jesteś! Do zobaczenia w sobotę. Poopowiadasz o kolejnych zwariowanych pomysłach! ;)

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 7 maja 2012, 00:39
autor: wojtas
Zgodnie ze świecką tradycją weekendowych wyjazdów do Chorwacji melduję, że właśnie wróciłem. Na dniach skrobnę kilka słów, zapodam parę fotek, nawiąże do wyjazdu Leona.

pzdr

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 13 maja 2012, 13:18
autor: wojtas
Ten wyjazd miał wyglądać inaczej, lecz nie wchodząc w szczegóły plan dłuższego wyjazdu i pobytu z Martyną i Leonem z przyczyn niezależnych nie powiódł się.

Jednak wrażenia z możliwości choć krótkiego spotkania z Leonem i Martyną na chorwackiej ziemi – bezcenne!!! Dlatego robiłem wszystko – mimo przeciwności losu – żeby choć na chwilę wpaść nad Adriatyk.

I tak w piątek około 13.00 Najwyższy się ulitował – można juczyć sprzęta

czyli mamy dzień 1 04.05.2012.

Plan na dziś – dojechać do Sibinj, przybić piątkę z M i L, wychylić browarka a potem się zobaczy.
Droga już dość dobrze znana więc zakładam, że powinno pójść sprawnie:

http://g.co/maps/u9uez

Po pakowaniu, juczeniu jestem w drodze około 14.30. Liczę, że jeżeli nie będzie niespodzianek powinienem być na miejscu około północy. Jednak już na samym początku pojawiły się komplikacje. Niestety zaczęło padać – oczywiście mniejsza prędkość, gęsty ruch – takie kłopociki przelotnie towarzyszyły mi prawie do granicy węgiersko-chorwackiej.
Mimo wszystko ogólnie szło nie najgorzej, po 22.00 – a było to na wysokości Balatonu – leciało się już sprawnie, ruch bardzo mały (żeby nie powiedzieć że były puste drogi). Jadę standardowo od tankowania do tankowania co oznacza postój co około 250 km. Tradycyjnie już zamotałem się w Budapeszcie, co mnie kosztowało jakieś 20-30 minut w plecy. Było już wtedy wiadomo, że będę na miejscu około 1.00 – 1.30. Oczywiście Leon zabukował mi pokoik i obiecał, że będzie czekał żeby mnie wpuścić do pensjonatu.
Po minięciu Balatonu i wjeździe do Chorwacji temperatura spadła – miejscami na autostradzie odczyty z tablic informacyjnych oscylowały na poziomie 4 stopni. Po zjeździe z autostrady około 30 km przed Senj wskazania temperatury wzrosły do około 12 stopni. Nad Adriatykiem było już zdecydowanie cieplej.
Na miejscu byłem punkt 1.30, oczywiście powitał mnie Leon. Krótka pogawędka, przekazanie browarka i spać – pogadamy rano. Zrzuciłem graty, wciągnąłem browarka i kimka.
Zaliczone dzisiaj około 960 km.


Dzień 2.

Spało mi się doskonale. Około 7.00 Martyna i Leon byli już praktycznie spakowani. Pogadaliśmy jeszcze chwilę – próbowałem ich nakłonić na jeszcze jeden dzień i wtedy mogli byśmy wrócić razem w niedzielę. Jednak z przyczyn niezależnych załoga ML zdecydowała się jednak wracać.
Pożegnałem ich, a że dzionek rysował się wyjątkowo pogodnie szamnąłem szybkie śniadanko, ogarnąłem trochę sprzęta bo był wyjątkowo uświniony przez wczorajszy deszcz i ruszyłem wzdłuż Adriatyku. No i cóż można powiedzieć – sexy winkle i lux widoki.
Nastawiłem sobie cel na Starigrad:

http://g.co/maps/zb6fn

Bez napinki, bez pędzenia – po prostu bajka. Pogoda idealna – piękne słońce, lekki wietrzyk, nie ma upału więc lepiej być nie mogło. Pierwsza kawka w Karlobagu – oczywiście tuż nad morzem. Ten sam zabieg powtórzyłem w Starigradzie.
Wracam do Karlobagu tą samą drogą. W Karlobagu odbijam „w górę” tak aby do Senj dojechać odrobinę inną ale równie urokliwą drogą:

http://g.co/maps/8p76q

oczywiście z pominięciem autostrady.

W Sibinj jestem około 15.00, po drodze zrobiłem szybkie zakupy w Senj. Nawinąłem dzisiaj około 300 km w pięknych okolicznościach przyrody.
Szybki prysznic, mała kolacja i na plażę.
Na plaży oczywiście piwko, odpoczynek, słońce – żyć nie umierać.
Koło 21.00 udaję się na zasłużony odpoczynek – jutro powrót.


Dzień 3.

Pobudka około 7.00. Wczoraj wieczorem już się spakowałem więc zostało tylko śniadanko i juczenie. Niestety niebo zachmurzone. Już wczoraj podjąłem decyzję, że wracam przez Włochy i Austrię:

http://g.co/maps/69w8z

No cóż – pora wracać. Na wysokości Rijeki zaczyna kropić i tak niestety będzie z przerwami aż do Wiednia. Po minięciu Triestu zaczyna mocno padać, ponieważ nie lubię podróżować w gumie decyduję się walczyć bez. Jednak przerwy w deszczu były na tyle krótkie, że nie byłem w stanie przeschnąć więc na pograniczu włosko-austriackim byłem już całkowicie przemoknięty. Na ostatnich bramkach po włoskiej stronie wepchnąłem całkowicie przemoczony bilet autostradowy do automatu no i się zaczęło – error. Ponieważ bramki są samoobsługowe płaci się kartą wkładając ją do automatu, który właśnie zadławił się moim mokrym biletem. Facet w głośniku coś krzyczy ale nie jestem w stanie go zrozumieć. W końcu z samochodu za mną wysiada jakiś koleszka, pyta o co chodzi – mówię mu że chyba jest problem z biletem i nie mogę zrozumieć człowieka w głośniku – facet zagaduje po niemiecku do mikrofonu po czym pyta mnie gdzie kupiłem bilet (rozmawiamy po angielsku) a ja mu na to że w okolicach Udine (tu się trochę pomyliłem, bo to były okolice Triestu ale co tam) – na ekraniku wyskakuje 7,90 euro – płace, jesteśmy uratowani.
Na pierwszej stacji benzynowej za bramkami a jeszcze po włoskiej stronie muszę się zatrzymać, żeby woda ze mnie zciekła. Parkuję sprzęta tuż przy wejściu i korzystając z uprzejmości miłego pana ze stacji trochę się ogrzewam wewnątrz.
Ponieważ byłem już dość mocno przemoczony dochodzę do wniosku, że gumowanie nie ma sensu – muszę najpierw trochę przeschnąć w trakcie jazdy. Niestety – ruszam a wraz ze mną deszcz, szlak by to trafił. Dobrze, że chociaż w tunelach łapałem odrobinę oddechu. Zatrzymuję się gdzieś w okolicach Grazu. Na parkingu spotykam ekipę z Żor(3 moto, 4 osoby) , wracają z Włoch. Mówią, że mają cynk o deszczu w Brnie. Tutaj na chwilę wyszło słońce, więc korzystam z okazji i chwilę odpoczywam. Myślę sobie, może już nie będzie lało – ruszam. Niestety – przed Wiedniem niebo dramatycznie ciemnieje – zatrzymuję się na stacji i uruchamiam gumę. To był bardzo dobry krok, ponieważ na wlocie do Wiednia deszcz był już tak intensywny, że samochody zaczęły się zatrzymywać na skrajnym prawym pasie autostrady.
Deszcz ustał po minięciu Wiednia. Ja zatrzymałem się dopiero na wysokości Brna. Niebo dalej ciemne, ale już nie pada. Zdejmuję gumę licząc, że nie będzie już padało a ja wreszcie trochę przewietrzę łachy. Tankuję i dochodzę do wniosku, że jest szansa aby następny postój to był już Kraków. Ruszam, w oddali widać błyskawice i ciemne chmury. Mnie już na całe szczęście woda nie dosięgła do samego domu. Około 23.30 zatrzymałem się na parkingu w Krakowie po przejechaniu bez postoju 340 kilometrów. Dzisiaj łącznie około 1200 kilometrów.

Podsumowując:
koszty zbliżone do zeszłorocznych, zauważalny wzrost kosztów autostrad, winieta węgierska z zeszłym roku 3 euro, w tym 5. Drożej także na autostradach chorwackich.
Przejechane łącznie około 2450 km. Podróż nocna całkiem dobrze przebiegała – jeśli chce się po prostu sprawnie pokonać dłuższy odcinek to jest to dobre rozwiązanie.
Za rok znowu jadę, no chyba że najdzie mnie jeszcze ochota w tym sezonie.

Kilka fotek:
https://picasaweb.google.com/1145545457 ... directlink

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 13 maja 2012, 14:38
autor: Martyna
Ładnie, ładnie! Jak widać, jest już zdecydowany postęp i może już w przyszłym sezonie uda się przynajmniej w jedną stronę polecieć razem ;). Mega niefart z tą pogodą :/. I pomyśleć, że nam się udało objechać w niby podobnym terminie, a totalnie bez deszczu. Pewnie dlatego, że wreszcie zakupiłam gumę :P. Ale patent ze zmokniętym bilecikiem dobry :hihihi: .

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 14 maja 2012, 00:09
autor: leon
Wojtas fajne fotki i dobry opis! :) Dzięki za odwiedziny. Pod koniec już nie wierzyliśmy, że dojedziesz. Mam nadzieję, że zarezerwowany dla Ciebie przeze mnie i Martynę pokój był OK, a browarki w lodówce zdążyły się odpowiednio schłodzić. :piwo:

Miło by było razem zrobić następną dalszą trasę. Na jesień kusi mnie Rumunia. Pomyśl nad tym w wolnej chwili. ;)

Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja

: 7 listopada 2012, 15:10
autor: robi
Wojtas, a czy dałbyś namiary na ten kamping? I jakie koszty za nocleg, jak sprawa zaplecza tego kampingu bo myślę o przyszłym maju. Mamy plany z kumplem się tam wybrać.
Pozdrawiam.